Głód...palący Głód ludzkiej krwi... To uczucie rozpalało umysł Thora gdy budził się ze swego letargu. Ile spał? Nie wiedział...choć na pewno długo. Gdy Inkwizycja w imieniu tego całego Chrystusa wkroczyła na ziemie Północy, nie było już miejsca dla takich jak on. Samozwańczych Bogów, których imiona budziły lęk i szacunek. Wtedy postanowił zapaść w sen...przeczekać. Który to był rok? 1400? Chyba tak...choć nie pamiętał dokładnie. Ostatnie co pamiętał to głowa Odyna, jego Ojca Krwi odcinana przez jednego z tych śmiertelników...Czuł złość iż tak nędzne istoty zdołały zabić tak potężnego Wampira. Lecz nie czas teraz na przemyślenia...czas się posilić. Ubrał swe skóry i przypasał miecz. Powolnym krokiem wyszedł z jaskini...ze swego dobrowolnego więzienia. W oddali ujrzał jakąś wioskę, Feeria świateł uderzyła w niego...dużo się zmieniło odkąd zapadł w sen, Trzoda bardzo posunęła się w rozwoju.
-To będzie ciekawe- Mruknął pod nosem i ruszył. Biegł tak szybko jak tylko Spokrewnieni potrafią, nasycając swoje zmysły doznaniami z tego nowego świata. Zapach spalin...odgłosy miasta...wszystko takie dziwne...gdzież się podziały czasy gdy królowała stal? Ciężko mu chyba będzie przyzwyczaić się do tylu zmian. Nim jeszcze dotarł do miasta, do tego zbiorowiska brudu, zamkniętego w wysokich, murowanych budynkach, wyczuł znajomą woń...woń która nie tylko atakowała nozdrza, lecz i jakiś dziwny, ukryty zmysł. Trzoda...jeden człowiek...blisko....bardzo blisko. Tak, tam za drzewem, Mężczyzna ok 20 lat. Nie poczuł nawet, gdy Thor jednym skokiem wylądował na jego plecach i wbił zęby w tętnicę. Słodka krew spływała do gardła Wampira, uzupełniając jego nadwątlone przez wieki snu siły. Gdy już wychłeptał całą Vitae, wstał ocierając usta i uważniej przyjrzał się ofierze. Dziwne spodnie...kurta zapięta a bez guzików...cóż to się porobiło. Już miał zdjąć ubranie z człowieka, lecz jednak duma wzięła górę nad rozsądkiem. On...Thor syn Odyna nie założy łachów, które miała na sobie Trzoda. Nawet nie ukrył ciała..."któż ośmieli się podnieść rękę na Boga" pomyślał i ruszył w stronę miasta, tym razem już krokiem spokojniejszym, wszak pierwszy głód nasycił. Chłonął wszystkimi zmysłami otoczenie. Im bliżej był miasta, tym mocniej odczuwał jak świat się zmienił, jak wiele potrwa nim na powrót nim zawładnie, by przywrócić chwałę należną mieszkańcom Asgardu. Ludzie, których mijał dziwnie na niego patrzyli, słyszał ich śmiechy, widział jak wytykają go palcami, chciał rzucić się na nich...rozszarpać gołymi rękami, lecz wiedział, że to jeszcze nie czas. W jakim zaułku trafił na kolejną ofiarę...młoda kobieta, jej Vitae była wyjątkowo słodka...
-Oj Thor, Thor, wiecznie dumny i wiecznie głupi- usłyszał nagle znajomy, przepełniony drwiną głos. Spojrzał w górę i ujrzał go... Na dachu parterowego budynku przykucnął mężczyzna w długim, czarnym płaszczu, z rękawami pokrytymi runami. Jego długie, jasne włosy sięgały połowy pleców, zaś w niebieskich oczach czaił się obłęd. Thor od razu rozpoznał Wampira...Loki, ten który ich zdradził Inkwizycji i wydał na śmierć
-Zabiję Cię!- krzyknął, dobywając miecza, wieki treningu uczyniły jego dłoń pewną. Zakręcił kilka razy młynka i stanął w pozycji do walki. "to będzie szybkie starcie" pomyślał widząc iż oponent nie ma broni.
-Zabijesz mnie? Tą wykałaczką?- Zaśmiał się Loki, a jego ręka błyskawicznie sięgnęła do kabury pod pachą i dobyła pistoletu.
-Nigdy nie potrafiłeś się dostosować do otoczenia- powiedział, uśmiechając się paskudnie... i pociągnął za spust. Igilca zderzyła się ze spłonką, wywołując eksplozję ładunku miotającego, niewiele głośniejszą od klaśnięcia, dzięki zamontowanemu na lufie tłumikowi. Siła gazów odsuneła w tył zamek pięknie zdobionej Beretty, wyrzucając pustą łuskę. Pocisk z uranowym trzpieniem pomknał z ponadźwiękową prędkością, trafiając w głowę Thora. Eksplodował, rozrywając czaszkę i zdobiąc okoliczne ściany kawałkami kości i mózgu, przetkanymi plamami krwi. Loki spokojnym ruchem uniósł broń na wysokość twarzy i teatralnie zdmuchnał niewielką smużkę dymu wydobywającą się z lufy. Schował broń i zeskoczył wprost obok ciała swego Brata Krwi
-Czasy się zmieniły Braciszku, nie ma w nich miejsca dla zapomnianych Bogów- Rzekł i odwrócił się na pięcie ruszając w sobie tylko znanym kierunku. Przez chwilę słychać jeszcze było cichy śmiech szaleńca...
-To będzie ciekawe- Mruknął pod nosem i ruszył. Biegł tak szybko jak tylko Spokrewnieni potrafią, nasycając swoje zmysły doznaniami z tego nowego świata. Zapach spalin...odgłosy miasta...wszystko takie dziwne...gdzież się podziały czasy gdy królowała stal? Ciężko mu chyba będzie przyzwyczaić się do tylu zmian. Nim jeszcze dotarł do miasta, do tego zbiorowiska brudu, zamkniętego w wysokich, murowanych budynkach, wyczuł znajomą woń...woń która nie tylko atakowała nozdrza, lecz i jakiś dziwny, ukryty zmysł. Trzoda...jeden człowiek...blisko....bardzo blisko. Tak, tam za drzewem, Mężczyzna ok 20 lat. Nie poczuł nawet, gdy Thor jednym skokiem wylądował na jego plecach i wbił zęby w tętnicę. Słodka krew spływała do gardła Wampira, uzupełniając jego nadwątlone przez wieki snu siły. Gdy już wychłeptał całą Vitae, wstał ocierając usta i uważniej przyjrzał się ofierze. Dziwne spodnie...kurta zapięta a bez guzików...cóż to się porobiło. Już miał zdjąć ubranie z człowieka, lecz jednak duma wzięła górę nad rozsądkiem. On...Thor syn Odyna nie założy łachów, które miała na sobie Trzoda. Nawet nie ukrył ciała..."któż ośmieli się podnieść rękę na Boga" pomyślał i ruszył w stronę miasta, tym razem już krokiem spokojniejszym, wszak pierwszy głód nasycił. Chłonął wszystkimi zmysłami otoczenie. Im bliżej był miasta, tym mocniej odczuwał jak świat się zmienił, jak wiele potrwa nim na powrót nim zawładnie, by przywrócić chwałę należną mieszkańcom Asgardu. Ludzie, których mijał dziwnie na niego patrzyli, słyszał ich śmiechy, widział jak wytykają go palcami, chciał rzucić się na nich...rozszarpać gołymi rękami, lecz wiedział, że to jeszcze nie czas. W jakim zaułku trafił na kolejną ofiarę...młoda kobieta, jej Vitae była wyjątkowo słodka...
-Oj Thor, Thor, wiecznie dumny i wiecznie głupi- usłyszał nagle znajomy, przepełniony drwiną głos. Spojrzał w górę i ujrzał go... Na dachu parterowego budynku przykucnął mężczyzna w długim, czarnym płaszczu, z rękawami pokrytymi runami. Jego długie, jasne włosy sięgały połowy pleców, zaś w niebieskich oczach czaił się obłęd. Thor od razu rozpoznał Wampira...Loki, ten który ich zdradził Inkwizycji i wydał na śmierć
-Zabiję Cię!- krzyknął, dobywając miecza, wieki treningu uczyniły jego dłoń pewną. Zakręcił kilka razy młynka i stanął w pozycji do walki. "to będzie szybkie starcie" pomyślał widząc iż oponent nie ma broni.
-Zabijesz mnie? Tą wykałaczką?- Zaśmiał się Loki, a jego ręka błyskawicznie sięgnęła do kabury pod pachą i dobyła pistoletu.
-Nigdy nie potrafiłeś się dostosować do otoczenia- powiedział, uśmiechając się paskudnie... i pociągnął za spust. Igilca zderzyła się ze spłonką, wywołując eksplozję ładunku miotającego, niewiele głośniejszą od klaśnięcia, dzięki zamontowanemu na lufie tłumikowi. Siła gazów odsuneła w tył zamek pięknie zdobionej Beretty, wyrzucając pustą łuskę. Pocisk z uranowym trzpieniem pomknał z ponadźwiękową prędkością, trafiając w głowę Thora. Eksplodował, rozrywając czaszkę i zdobiąc okoliczne ściany kawałkami kości i mózgu, przetkanymi plamami krwi. Loki spokojnym ruchem uniósł broń na wysokość twarzy i teatralnie zdmuchnał niewielką smużkę dymu wydobywającą się z lufy. Schował broń i zeskoczył wprost obok ciała swego Brata Krwi
-Czasy się zmieniły Braciszku, nie ma w nich miejsca dla zapomnianych Bogów- Rzekł i odwrócił się na pięcie ruszając w sobie tylko znanym kierunku. Przez chwilę słychać jeszcze było cichy śmiech szaleńca...
10 komentarzy:
Ciekawy klimat ... Ciekawy pomysł ... Fantasy w naszych czasach ... Loki wampirem ... Nic tylko czekać na dalszy rozwój akcji ...
Davor ...
Pieśń Maldorora ;x
Hm, nie, wróć. Comte de Lautréamont to Ty nie jesteś, ale popracować można.
Ładne, ot co...
Ciekawe z pewnością będzie, tylko, jak już ci pisałam... po kigo czorta żeś Thora zaraz tak na początku uśmiercił? I nici z Vendetty. Tak czy inaczej... Aż mi się Immigrant Song chce posłuchać... ;)
//Caancia.
A co ja się będę... Jak zwykle wymiękłam, leże i kwikam se radośnie, jak czytam cósik Twojego słonko :*
Mith? ;>
hmmmm *udaje poważną minę* Sapkowski to to nie jest... tu i tam dało by sie poprawić co nieco tematyka juz dość objechana....
.....................................
ok teraz na poważnie ^^ Stary oby tak dalej.... Dajesz radę^^
Pełna klasa, czekam na następne :)
Świetne, na prawdę Twoje dzieła mają coś w sobie, taki klimat, dobrze się czyta i w ogóle. Nie przestawaj pisac, pozdrawiam..:)
A Mi się bardzo podoba:) Nic dodać nic ująć przynajmniej w tym ;) choć owszem, może za szybko skastrowałeś Thora ;)
Pozdro ;)
No to i ja coś dodam bo Warewolf się wścieka ze jeszcze nie skomentowałem. I tak w ciężkim dziś stanie umysłowym i fizycznym jestem zmuszony naskrobać swoje zdanie na temat wielkiego arcydzieła mistrza tu dzież Wolfa. Jak zwykle jego dzieło okazało się mistrzostwskie pod względem stylu. Nazwałem go Wolf style czyli połączenie fantasy i komedii ... brzmi jak Świat dysku :) z Tym ze w świecie dysku tyle nie przeklinają :D Koncepcje Nordyckich bogów w naszym cywilizowanym świecie uważam za wręcz genialną... z tym ze szkoda że nie ma nic na temat moich ślicznych Valkyri (beczy) i to jest właśnie jedyny minus. Mam nadzieję Wolf że wpleciesz je w swoją powieść bo inaczej wpadnę do Ciebie i w pierdol dostane xD
Rayden z tej strony xD
Prześlij komentarz