sobota, 18 października 2008

Bad night in Oslo part 2

Do świtu pozostało jeszcze około dwóch godzin, gdy Loki zajechał swoim Jaguarem przed bramę strzeżonego osiedla na przedmieściach Oslo. Strażnik poznał wóz i siedzącego w nim mężczyznę, więc tylko pomachał mu na przywitanie i wdusił na konsolecie przycisk otwierający ciężkie, pancerne wrota. Wampir odmachał mężczyźnie i uśmiechnął się pod nosem. Wiedział, że zabezpieczenia, którymi się otaczał, czy to ów strażnik z półautomatycznym MP5 przewieszonym przez ramię czy też kilkumetrowe ogrodzenie z betonu zwieńczone drutem pod napięciem i opatrzone bramą zdolną wytrzymać ostrzał czołgu nie były w stanie zatrzymać większości z jego przeciwników, lecz nic sobie z tego nie robił. Mieszkał tu tylko dlatego, że było drogo, a on uwielbiał otaczać się luksusami, nawet zbędnymi. Skręcił w lewo, kierując samochód na podziemny parking, z którego windą mógł dojechać wprost do salonu swojego domu.

-O taaak!- Na myśl o czekającym go wypoczynku poczuł miły dreszczyk

-Gorąca kąpiel i długi sen, może nawet zadzwonię po którąś z moich dziewczynek... Co jest kurwa?!- Nagłe uderzenie od spodu poderwało do góry jego wóz i przewróciło na dach. Zdążył tylko pomyśleć, iż prawdopodobnie była to mała mina przeciwpancerna, gdy poczuł jak seria z automatu rozrywa mu ramię. Wampir, najszybciej jak tylko mógł sięgnął pod siedzenie kierowcy, chwytając umieszczony tam skrócony M-16 i magazynki -jeden ze srebrnymi kulami i jeden z nabojami UV. Starając się ignorować ból w lewym ramieniu, a raczej jego resztkach, odczołgał się od wozu w stronę jednego z filarów podtrzymujących strop podziemnego parkingu.

-Ludzie lub Rodzina- Powiedział sam do siebie analizując któż śmiał go zaatakować... Na pewno nie były to wilkołaki, gdyż oni nie stosowali nowoczesnej broni ani techniki... na swoje nieszczęście. W takich chwilach jak ta, Loki znów przekonał się, że warto wypić tyle krwi, ile tylko jego organizm jest w stanie zmagazynować. Skoncentrował się mocno na zranionej ręce i po chwili poczuł znajome mrowienie, jeszcze kilka minut i nie będzie nawet blizny, ale teraz czas na działanie. Załadował magazynek z nabojami UV, specjalnie zaprojektowanymi przeciw innym wampirom i ostrożnie wyjrzał zza rogu. Ujrzał to, czego się spodziewał. Napastnik, odziany w czarny strój kamuflujący przykucnął za wrakiem samochodu, sam nieco tylko wysuwając głowę i patrząc w stronę filaru. Miał śniadą, południową cerę, co mogło świadczyć tylko o jednym... Pierdolony Assamita. Loki wiedział, że jedyną szansą na przeżycie, było dostanie się do domu i czekającej tam zbrojowni. Spojrzał na drzwi windy, od których dzieliło go niecałe 50 metrów.

-Czas na zabawę- Powiedział sięgając do kieszeni po swojego I Poda i wsuwając do uszu słuchawki.

-Let the bodies hit the floor, let the bodies hit the floor, let the bodies hit the floor, let the bodies hit the... FLOOR!- Wraz z ostatnim rykiem wokalisty Drowing Pool wampir wyskoczył zza filaru i kierując lufę w stronę samochodu, za którym krył się zabójca, pociągnął za spust. Pociski wbiły się w karoserię, uniemożliwiając Assamicie ruch, bez narażania się na ostrzał... i o to właśnie Lokiemu chodziło, o czas... Dziecię Haqima do amatorów jednak nie należało, więc w ślad za biegnącym do windy wampirem poszybował granat fosforowy. Na szczęście odbił się od ściany i wybuch jedynie przysmażył nieco nogę Lokiego, mała cena za znalezienie się we w miarę bezpiecznym miejscu. Wampir wcisnął przycisk z napisem SALON i opadł na podłogę windy, znów kierując moc ożywczej Vitae do leczenia ran. Przez 20 sekund jazdy dźwigiem zdołał zregenerować siły na tyle by móc poruszać się tylko z niewielkim trudem. Utykając wszedł do domu i tak szybko jak tylko pozwalała mu na to poparzona noga, ruszył do szafy we wnęce. Nie mając czasu na siłowanie się z systemem elektronicznym, po prostu wyrwał zamek i otworzył szeroko drzwi swojej prywatnej zbrojowni. Nie zastanawiał się długo, tylko chwycił nóż, wyprofilowany i naostrzony na modłę japońskiego Tanto, tylko nieco dłuższy. Przymocowawszy pochwę do paska, wziął do ręki ciężki rewolwer Colt, jakiego używa się do po9lowań na bizony. Żadna inna broń nie zdałaby się na wiele w ciasnym pomieszczeniu. Nim winda znów przyjechała, wioząc drugiego wampira, Loki przestrzelił jeszcze żyrandol. Wprawdzie obaj adwersarze doskonale widzieli w ciemności, lecz Nord uznał, że tak będzie po prostu zabawniej. Gdy usłyszał dzwonek windy, wpakował w rozwierające się drzwi kabiny pozostałe pięć nabojów, po czym jeszcze dla pewności rzucił w Assamitę ważącym prawie 3 kilo rewolwerem. Syn Haqima roześmiał się tylko, lecz dzięki temu Loki uzyskał kilka cennych sekund. Użył ich tak jak podpowiadał instynkt. Skoczył ku napastnikowi, jednocześnie dobywając noża i koncentrując moc płynącej w nim Vitae na Akceleracji. Wyszkolony do perfekcji Assamita również przywołał swe wrodzone moce, lecz uczynił to o ułamki sekundy za późno, przez co nie zdążył zareagować i tylko poczuł jak ostrze Norda rozcina mu głęboko policzek. Po zadaniu ciosu Loki odskoczył w tył i uniósł rękę z nożem nieco przed siebie i do wewnątrz, stosując ogólnie znany, choć niemal idealny w swojej prostocie manewr zastawy. Assamita miał nieco inną technikę. W przeciwieństwie do norwega, trzymał nóż ostrzem skierowanym do przeciwnika, nie zaś jak Loki, sztychem w dół. Dawało to nieco przewagi w dystansie, lecz ograniczało możliwości wyprowadzania krótkich, mocnych ciosów. Arabski wampir wykonał kilka łatwych do sparowania cięć i pchnięć chcąc poznać możliwości przeciwnika. Loki podjął tę grę, celowo niedbale i jakby ospale reagując na ataki. Zachęcony wizją łatwego i szybkiego pojedynku Assamita dał się wciągnąć w pułapkę. W czasie, który musze starczyłby na jedno uderzenie skrzydłami, syn Haqima rzucił się w przód, celując ostrzem w tętnicę Norda. Loki uchylił się nieznacznie, pozwalając by nóż drasnął niegroźnie jego szyję, dając mu jednocześnie szansę precyzyjnego uderzenia. Assamita za późno dostrzegł błąd, jaki uczynił skracając dystans. Niczym doskonała brzytwa, ostrze blondwłosego wampira zagłębiło się w jego płuca i wywołało eksplozję bólu, niemal zwalającą araba z nóg. Krew napłynęła do ust Assamity i gdyby nie to, iż wampiry nie oddychają, udusiłby się nią w kilka sekund. W tym świecie nie ma miejsca na błędy i niedoskonałość i obaj przeciwnicy o tym wiedzieli. Arab zapłaci najwyższą cenę za swą brawurę. Loki chwycił nadgarstek wampira i wykręcił mocno, zmuszając do wypuszczenia ostrza. Kontynuując ów ruch i wykorzystując przy tym pęd ciała Assamity, obrócił go plecami do siebie i chwycił za włosy, podrywając jego głowę do góry, po czym wgryzł się mocno w tętnicę szyjną przeciwnika. Ciepła krew spływała mu do gardła, przyjemnie drażniąc podniebienie. Loki pił powoli, napawając się bolesną agonią przeciwnika. Gdy posilił się już, wyrwał nóż z martwego ciała syna Haqima i schował swoje ostrze do pochwy. Usiadł na podłodze, pozwalając by świeża Vitae krążyła po jego ciele, lecząc rany i wlewając nową energię w jego mięśnie. Loki cierpliwie czekał aż rany się zasklepią, zastanawiając się, któż pragnie jego śmierci. Podejrzewał samego Księcia Oslo, lecz nie miał dowodów, choć z drugiej strony Jormuund nie odważyłby się wynająć Assamity, ta sprawa musi sięgać daleko.

-Zresztą chuj z tym, nawet jeśli zabójcę nasłał sam najwyższy lord Ventrue, albo Arcybiskup Sabatu na Norwegię, to i tak go znajdę, wypatroszę, a z jego moszny zrobię nowy kurwa portfel- Warknął sam do siebie wampir. Teraz musiał poszukać nowej lokalizacji na kryjówkę. Tu już nie był bezpieczny, miał jednak sieć schronień o których wiedział tylko on i jego wieloletni pracownik. Trzeba tylko wybrać najodpowiedniejsze miejsce. Loki sięgnął po komórkę i wykręcił numer Thurma, swojego jedynego przyjaciela i osobistego zarządcy majątku. Musiał przyznać, że nikt nie zna się na interesach jak ten mały Parias o lisich oczkach.

-Thurm, tu Loki... Podstaw samochód pod mój dom. Jesteśmy w gównie po zęby trzonowe

-Górne czy dolne?- Padła beznamiętna odpowiedź.

-Nie pierdol tylko przyjeżdżaj, poziom wkurwicytów w mojej krwi osiągnął masę krytyczną- Mruknął Nord i sięgnął do kieszeni po paczkę fajek, natrafiając jedynie na zmięte i postrzępione jej resztki.

-I kup Marlboro... Czerwone setki!- Rzucił jeszcze po czym się rozłączył. Wiedział, że mężczyzna będzie za kilka minut więc wstał z podłogi i począł się szybko pakować. Broń, pieniądze z podręcznego sejfu, kilka garniturów, płaszcz. Wszystko z czym czuł jakikolwiek związek. Gdy usłyszał klakson samochodu, podszedł do komputera i ominąwszy system zabezpieczeń przeciwpożarowych, zajął się oblewaniem pokoju benzyną. Na koniec podszedł do drzwi wyjściowych i obejrzawszy się raz jeszcze na swój stary dom, rzucił zapałkę na mokry od paliwa dywan. Gdy otwierał drzwi pasażera w pięknym, starym BMW słychać już było syreny straży pożarnej.

-Zalety mieszkania na drogim osiedlu, coś się stanie i właściwe służby pojawiają się szybciej niż powiesz "konstantynopolitańczykowanieczka". No, chyba że akurat atakują Cię wampirzy zabójcy. Ale i tak lubiłem tą chatę- Mruknął Loki pod nosem.

-Trzysta tysięcy euro poszło się jebać jak dziwki ze szwedzkich filmów porno z lat sześćdziesiątych- Dodał z goryczą otwierając paczkę fajek, którą Thurm bez słowa mu podał i od razu przypalając jednego. Parias cierpliwie czekał, aż jego przyjaciel spokojnie wypali i ochłonie trochę, po czym się odezwał.

-Masz jeszcze trzy miliony na koncie plus odsetki, udziały w trzech prywatnych klinikach i sklep internetowy- Powiedział jak zwykle beznamiętnie.

-Sklep internetowy?- Zdziwił się Loki -A co ja kurwa sprzedaję?

-Muzykę i ubrania dla metali i gothów- Odparł kierowca, wciąż tym samym jednolitym i rzeczowym tonem, który nawet Henry'ego Kissingera doprowadziłby do skrajnej irytacji pomieszanej z wątpliwością we własny talent do olewania ludzi.

-Z tym Twoim głosem, mógłbyś pracować jako anestezjolog- Burknął Nord- Pierdolniesz gadkę i już wszystkich ogarnia znieczulica.

-Komplementy masz równie chujowe, jak Metallica nowego basistę- Odparł Thurm, znów bez cienia emocji.

-Ty już nie wysilaj się na te odpowiedzi bo Ci się swoje mózgowe przesmażą... A tak w ogóle to gdzie jedziemy?

-Do mojego domu, przeczekać dzień, a potem pokażę Ci Twoją nową willę- Odrzekł Parias.

-A teraz idź spać lepiej, bo wyglądasz nieciekawie

-Lepiej niż Twoja stara- Rzucił jeszcze Loki w odpowiedzi i przytuliwszy twarz do szyby niemal od razu zasnął. Gdy wjeżdżali do garażu, właśnie świtało. Koniec wybitnie kiepskiej nocy... Lecz co przyniesie następna?