-Kurwa!- krzyknał Loki gdy uzbrojona w szpony łapa wilkołaka rozorała jego przedramię do krwi. Bynajmniej nie zaklął z powodu bólu, bo ten akurat był nieodłączną częścią jego nie-życia i Wampir nauczył się go ignorować. Ale ten przeklęty sierściuch zniszczył jego ulubiony płaszcz...
-Wiesz zasrańcu ile to kosztowało?- powiedział odskakując od przeciwnika i chwytając za obrzyn umiejscowiony w olstrze na udzie
-Mam nadzieję że nagroda za Ciebie starczy na nowy- Mruknął i wystrzelił z obu luf naraz, nawet kimś tak silnym jak on, targnął odrzut. Drobinki śrutu, wymieszanego ze srebrem pokrył ciało wilkołaka, wywołując nieopisany ból. Loki stanął nad wijącą się w agonii kreaturą i patrzył nań, czerpiąc perwersyjną przyjemność z owej sceny. Po chwili, nie czekając aż ofiara łaskawa będzie zdechnąć, ukląkł i dobył maczety. Powoli, dokładnie jął odrąbywać łeb jeszcze żywemu garou, nucąc przy tym "People=Shit" SlipKnota, przy czym People zmienił na Werewolves. Trza przyznać, że Wampir polubił tak zwany "Metal", ciężkie brzmienia jakoś napawały go optymizmem.
-Na Bogów jak Ty cuchniesz- mruknął krzywiąc się
-Jesteś gorszy niż ten skurwiel Thor, a on się nigdy nie mył- Dodał po chwili chowając trofeum do torby, musiał mieć dowód, że polowanie zakończyło się sukcesem, wszak kto zaufa na słowo szalonemu Wampirowi? Nikt i dlatego Loki był cynglem na usługach Księcia Oslo. Trzymaj przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej. I to się sprawdzało. On wykonywał najbrudniejszą robotę z psychopatyczną wręcz pasją, oni mu płacili i dawali wolną rękę w sprawie likwidacji opozycji. A tej było wiele. Bezklanowcy, Sabat...Wilkołaki...czasem jakiś Upadły. Ostatnio nawet jego "rodzinka" zaczęła się budzić. Tak więc Wampir miał pełne ręce roboty, choć przeklinał czasem takie dni jak dzisiejszy...kiedy idzie się na prostą robotę i dostaje nielichy wpierdol. "Wilkołak jest słaby" mówili...taak słaby. Przed nim leżał teraz ahorun Pomiotu Fenrisa, najprawdopodobniej główny wojownik caernu z Oslo. Trzystukil0wa maszyna do zabijania. Jedynie swym umiejętnościom Wampir zawdzięczał fakt, że żyje. Czasem podejrzewał, że sam Książę podaje mu fałszywe nieco dane aby się go pozbyć. Pech w tym, że Loki był naprawdę potężny...w końcu czwarte pokolenie to już nawet nie rzadkość...to unikat.
Teraz zaś spokojnym krokiem kierował się do Pałacu po nagrodę. Nie spodziewał się odwetu ze strony kumpli zabitego, przynajmniej nie dziś. Drzwi otworzył jak to miał w zwyczaju, z kopa. Strażnicy natychmiast unieśli broń...i równie szybko ją opuścili...wiedzieli, ze nie daliby mu rady, byli za wolni...za słabi. Jedynie najlepiej wyszkoleni Assamici stanowili dla niego zagrożenie...i na szczęście jeszcze żaden się nim nie zainteresował. Loki z uśmiechem przyglądał się przerażeniu jakie gościło na twarzach reszty Spokrewnionych...a zwłaszcza samego Księcia. Lecz dziwić im się nie wolno...Ravnos, który skosztował krwi Malkavianina...zaiste Loki linię krwi miał ciekawą i przerażającą. Rzucił głowę na biurko, za którym siedział Jormund z klanu Vemtrue. Książę Oslo. Jego niska, otyła sylwetka drżała na sam widok zabójcy.
-Ten był silny, podwójna stawka- powiedział Loki chłodnym tonem...wiedział, że mężczyzna będzie się spierał, ale i tak da za wygraną i przystanie na żądanie
-Ale jak to? przecież to zwykły garou...ledwie szczenię- wysapał Jor z trudem ukrywając drżenie głosu
-Moja dupa a nie szczenię- odpowiedział zabójca, wyjmując łeb z worka i pokazując tatuaż za lewym uchem.
-Alfa stada z Oslo, więc jak? Płacisz czy mam zadzwonić do jego kumpli? A wtedy będziesz miał na głowie całe zasrane norweskie stad0- rzekł obojętnym wciąż tonem pochylając się nad Księciem. Gdyby wampiry się pociły to Jormund byłby teraz przemoczony do suchej nitki...jego strach był niemal namacalny. Drżącymi ze strachu rękoma sięgnął do szuflady biurka i wyjął zeń dwa pliki banknotów po tysiąc euro każdy.
-Ja nie wiedziałem- mruknął wręczając Lokiemu pieniądze
-A ja jestem sierotka pierdolona Marysia- odpowiedział tamten odbierając zapłatę i chowając ją do kieszeni płaszcza. Księcia i resztę zatkało na taką bezczelność, nikt jednak nie wyżekł słowa, toteż Loki skierował się do wyjścia.
-A i jeszcze jedno...tydzień wolnego- rzucił zatrzaskując za sobą drzwi. Nie dostrzegł już ręki Księcia sięgającej po telefon.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarzy:
dobre, ale od kiedy wampiry słuchają SlipKnota? xD i zamiast "Trza" mogłeś napisać bardziej cywilizowanie "trzeba" ale jest spoko xD
No no no:) Po prostu boskie:) Wciągające, lekko się czyta... Nie widzę żadnych wad;). anonimowy napisał "od kiedy wampiry słuchają SlipKnota?". A dlaczego nie? Kto powiedział, że nie słuchają?:P Lupus oby tak dalej;)
~Isine
Swoją drogą... "Od kiedy wampiry słuchają SlipKnota"... Nie wiem... Ale jak znasz jakiegoś, to go spytaj i się dowiemy ;x
O, i, em...
'Księcia i resztę zatkało na taką bezczelność, nikt jednak nie wyżekł słowa...'
Masło o smaku, kurwa, maślanym. Jak ich zatkało to chyba normalne, że nie wyrzekli słowa, nie?
A, nie, przepraszam... bo tam 'wyżekł' jest... ;x
Po prostu zajebiaszcze ^^
Mało jakie opowiadanie mnie zaciekawia. Muszą być w nim ciekawe postacie i wątki no ale takze jezyk jest wazny. Twoje opowiadanie spelnia wszystkie te warunki ^^ :*
Nieźle..
tylko, że prawdopodobnie norweski, przynajmniej ja tak go odbieram, wampir nie będzie znał naszej polskiej "sierotki 'pierdolonej' Marysi". :P
po za tym zaprawdę nieźle..
ale jakby bardziej akcje opisywać, nie było by źle ;)
1000 Euro za wilkołaka?? Mógłby się bardziej cenić...
Zlituj się i dopisz chociaż jedno zero na końcu.
-- Amadi
Prześlij komentarz